2 października 2014

Rozdział 7. - "Świt był w kolorze złej krwi."

Jest gra
W którą gram
Są zasady 
Które muszę złamać
Są błędy
Które zrobię
Ale zrobię je
Po mojemu
16 listopada 1999

            - Jak śmiesz tak twierdzić?!
            - Nie jestem twoim podwładnym i nie myśl sobie, że pozwolę ci na taki ruch!
            - W takim razie, co uważasz za najlepsze wyjście z tej saytuacji?
            - Na pewno nie zaatakowanie niewinnych ludzi w środku nocy!
            - Jeżeli my tego nie zaczniemy, zrobią to oni. Póki co znamy ich kolejny ruch i jeśli dobrze to wykorzystamy, zapobiegniemy śmierci tysiącom czarodziejów i mugoli. Poza tym, nie uda im się zaatakować Ministerstwa i Hogwartu.
            - Bo łby łososi są warte łebków tysięcy żab…
            - Ofiary są konieczne! Jeżeli chcesz pokoju, to szykuj się do wojny, która lada chwila może wybuchnąć!
            W ciemnym pokoju z wielkim stołem pośrodku, na którym leżała niezliczona ilość zapisanych kartek i niepełnych akt, zapadło milczenie. Dorian stał naprzeciwko drzwi, wychylony w kierunku Neville’a, z dłońmi położonymi na blacie. Twarz miał ściągniętą, z jeszcze bardziej wyostrzonymi rysami, a jego oczy zaszły dymem, jak zawsze, kiedy walczył, ręką czy słowem.
            - Za trzy dni o zmierzchu wszyscy mają stawić się na -4 piętrze w pełnym wyposażeniu. Resztę rozkazów otrzymacie na zbiórce. Wykonać – wycedził przez zęby i wyprostował się, zapalając papierosa.
            Neville spojrzał na niego z nienawiścią, ale tylko kiwnął głową i wyszedł. Całkowicie nie podzielał zdania Doriana. Najlepiej byłoby zaatakować tuż nad ranem jakąś mniej ważną bazę, a nie w nocy rzucać się na ich główną kwaterę. Jednak nie mógł się sprzeciwiać, ponieważ to Fry zajmował się strategią, a on tylko wcielał jego rozkazy w życie.
            Inni członkowie Podziemia też nie byli zadowoleni z decyzji Doriana, gdy się o niej dowiedzieli. Szeptali między sobą, przesyłając dalej plotki o szczerej nienawiści Fry’a do śmierciożerców. Nie wiedzieli jednak, dlaczego jest w stanie zrobić wszystko za kolejne nazwisko zabitego lub pojmanego śmierciożercy na swoim koncie. Cichy szum rozmów zaczynał zamieniać się w niebezpieczny pomruk, jakby zapowiadający burzę. Napięcie i niezadowolenie rosło z minuty na minutę, aż czarę przelał krzyk: „To samobójstwo!”.
            Wybuchły głosy protestów, których nie udało się nikomu uciszyć. Paru chłopaków z poziomu -2 zbiegło na dół i chciało zaciągnąć siłą Doriana do sali z bronią, ale ten wyrwał się i poszedł z własnej woli. Przywitały go wrzaski i gwizdy. Jednak on zachował zimną krew, stanął na krześle, które było obok, i ogarnął tłum chłodnym spojrzeniem. Krzyki ucichły natychmiast.
            - Śmierciożercy od roku terroryzują Świat Magii – zaczął. – Zabijają, porywają, gwałcą, torturują i kradną. Wybili w pień połowę Ministerstwa Magii! Znów przejmują kontrolę nad Hogwartem i innymi ważnymi instytucjami. I co? Uchodzi im to płazem! Są bezkarni, a my pozwalamy sobą pomiatać! Boicie się ryzykować na samym początku wojny? – zapytał, a jego głos zawisł nad głowami innych. – A to właśnie w ciemnościach ogień płonie najjaśniej! Wzniecimy pożar, który pochłonie ich wszystkich! Zostaną ukarani za to, co robili nam przez kilkanaście lat! Nie pozwolimy im znów przejąć kontroli! – z każdym kolejnym słowem wybuchały okrzyki aprobaty.
            Dorian dobrze wiedział, że nastrój tłumu szybko się zmienia i doskonale umiał to wykorzystać. Kiedy zaczęli bić mu brawo, zszedł z krzesła i wrócił na -5 poziom. Ledwo zamknął za sobą drzwi, osunął się na podłogę, a krople potu zaczęły spływać po jego surowej twarzy. Drżącymi dłońmi wyciągnął z kieszeni strzykawkę, podciągnął rękaw koszuli i wstrzyknął sobie morfinę. Oparł głowę o drzwi, zamknął oczy i czekał na ulgę, która nadeszła dopiero po dłuższej chwili.
            Ból był jego jedynym przyjacielem.
            Tylko on nigdy nie opuścił Doriana.