31 grudnia 2014

Rozdział 8. - "Powinienem wiedzieć teraz, że to nie ta droga"

Bo nie jestem ofiarą
Nie miałem na myśli tego i wiem, że Ty też nie kochanie
Teraz wszyscy są przed drzwiami
Muzyka: Curly Heads - "Till you got me" 

16 listopada 1999


            - O czym ty, do cholery, mówisz?!
            Zdenerwowany głos wypełnił bar, poruszając dymem z papierosów. W pomieszczeniu unosił się zapach tytoniu, drewna i wody kolońskiej, a światło było tłumione przez ciężkie żaluzje. Wszędzie siedzieli mężczyźni, w rozpiętych garniturach i rozwiązanych muszkach lub krawatach.
            - Mówię, że nie jestem w stanie wykonać swojego zadania – odparł wyższy mężczyzna chłodno i spojrzał twardo na swojego rozmówcę.
            - Obydwoje dobrze wiemy, że musisz je wykonać. Od tego wszystko zależy!
            - Jest jeszcze wiele innych sposobów! Nie musimy posuwać się do czegoś takiego.
            - Za niewykonywanie rozkazów postawią cię przed plutonem egzekucyjnym, a mnie zmuszą do odejścia z Rady!
            - Nie obchodzi mnie to! – krzyknął, wstając z krzesła. Cała jego postać emanowała desperacją i rozpaczą. Nikt nie zwracał na to uwagi. Traktowano go jak kolejnego słabego kolesia, który nie zgadza się na warunki umowy lub jak dłużnika, który nie jest w stanie oddać pożyczonych pieniędzy. Dopiero, gdy nieco się uspokoił, kontynuował: - Musimy znaleźć inny sposób.
            - Nie! To ty musisz wywiązywać się ze swoich obowiązków! – Drugi mężczyzna również wstał. – Pamiętaj, co zyskamy za poświęcenie jednego marnego życia.
            Wyszedł.
Seth został całkiem sam w sali pełnej ludzi. Opadł na krzesło jakby uszło z niego całe powietrze i pokazał ręką, żeby dolano mu jeszcze whisky. Wypił wszystko za jednym razem. Otarł twarz z potu, który nagle zrosił jego skórę, poprawił ubranie i wyszedł, zostawiając na stoliku banknot.
Bez słowa wsiadł do samochodu i pojechał do restauracji, w której zostawił Hermionę. Ona i jeszcze jedna dziewczyna siedziały w osobnej sali, popijając powoli herbatę. Obydwie były do siebie bardzo podobne pod względem wyglądu, ale charakterem i obyciem różniły się jak woda i ogień. Hermiona w paru chłodnych słowach była w stanie obrócić w pył wylewną i uczuciową wypowiedź Astorii Greegrass.
- Powiedz mi, od jak dawna jesteś z Sethem, Hermiono?
- Od wczoraj – odpowiedziała krótko, łamiąc herbatnik na mniejsze kawałki i zanurzając je w herbacie.
- To niemożliwe! – zawołała Astoria tak donośnie, że jedno ciasteczko wypadło z rąk Hermiony na podłogę. – Znam Setha od ponad roku i jeszcze nigdy nie przedstawiał nam swojej partnerki, nie będąc z nią przez przynajmniej trzy miesiące. Na pewno niewiele o nim wiesz, prawda?
- To nie jest dziwne, biorąc pod uwagę, że znamy się od dwóch dni.
- Nie opowiadał ci nawet czym się zajmują z moim ukochanym? – zdziwiła się dogłębnie Astoria, nie dając Hermionie czasu na odpowiedź i uznając jej trwające sekundę milczenie za przeczenie. – Otóż on i mój ukochany zajmują się polityką.
- Polityką?
- Tak! Polityką! Mnie nudzą te rzeczy, więc nigdy nie pytam mojego misia o szczegóły. Wiem tylko, że zasiadają w jakiejś Wielkiej Radzie – odparła Astoria, robiąc w powietrzu znak cudzysłowia przy dwóch ostatnich wyrazach. W końcu zamilkła, aby wypić herbatę.
- Astorio, przypomnij mi, jak nazywa się twój ukochany? Bo, niestety, gdzieś mi to umknęło – zapytała Hermiona po dłuższym milczeniu, choć tak naprawdę nigdy nie usłyszała nazwiska tego „ukochanego”.
- Och, Draco Malfoy. A niedługo i ja będę się tak nazywać – wybuchła piszczącym śmiechem, ale Hermiona nie zwracała już na niego uwagi. Nie zwracała uwagi na nic. Nawet na Setha, który nagle wszedł do pokoju.
Jedno z pierwszych pytań, które zadała sobie w myślach, było dlaczego Draco wybrał taką głupią dziewczynę na żonę? Ale sekundę odpowiedź pojawiła się w jej głowie i Hermiona nawet zaczęła podziwiać Dracona za taki wybór: głupiutka dziewczyna, która nie interesuje się zajęciem swojego „ukochanego”, nie zadaje niewygodnych pytań, a za to ma wydatny biust, którym chwali się przed wszystkimi.
- Witam, panie – Seth uśmiechnął się szeroko i usiadł obok Hermiony, całując ją w usta. Obydwoje byli świetnymi aktorami. Grali nawet przed sobą. Szkoda tylko, że publika była tak nieliczna.
- Seth, widziałeś gdzieś mojego Draco? – zapytała Astoria, a Seth minimalnie drgnął.
- Przykro mi, ale nie. Wsiedliśmy do osobnych samochodów, ale jestem pewien, że niedługo do ciebie dołączy.
- Skarbie, wiem, że masz jeszcze sporo pracy, więc może już pojedziemy? – zapytała Hermiona, chcąc się w końcu uwolnić od tej irytującej Astorii. Z drugiej strony, chciała dokładnie wypytać Setha o to, kim w ogóle jest.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że współpracujesz z Draconem Malfoy’em? – zapytała Hermiona, kiedy znaleźli się w końcu sam na sam w gabinecie Setha.
- Jakoś nigdy nie było okazji – odparł, robiąc dobrą minę do złej gry.
- Mój chłopak współpracuje ze śmierciożercą, cudownie! – zawołała ironicznie. – A może sam nim jesteś?
Zapadła głęboka cisza. Obydwoje dobrze wiedzieli, jaka padnie odpowiedź.
- Popełniłem w przeszłości największy błąd mojego życia. Gdybym tylko mógł cofnąć czas, nigdy bym nie przeszedł na stronę Voldemorta. Byłem tchórzem bez wartości. Ale to się zmieniło, uwierz mi.
W jego oczach widać było błaganie i szczerość. Zbliżył rękę do policzka Hermiony, ale ona się odsunęła. Nagle jakby coś ją olśniło, zaczęła mówić szybko, zdenerwowanym i zaskoczonym tonem.
- Wiedziałeś dobrze, kim jestem, kiedy jechaliśmy pociągiem. Specjalnie usiadłeś obok mnie, chociaż wagon był prawie całkowicie pusty. Kartkę, którą potem mi dałeś, miałeś już przygotowaną. Wiedziałeś, że jestem w tym pociągu, że nie wiem, dokąd jadę. Wiedziałeś, że nie mam dużo pieniędzy, więc zaproponowałeś – a raczej zmusiłeś mnie – do mieszkania tutaj. Teraz na pewno wszystkie drzwi są zamknięte i obstawione strażą. Zamknąłeś mnie tu jak w więzieniu…
- Zakochałem się w tobie, odkąd się o tobie dowiedziałem – skłamał, przerywając jej. – Wykorzystałem swoją pozycję do odnalezienia cię. Hermiono… - Zbliżył się do niej ostrożnie, niepewnie chwytając jej podbródek tak, żeby patrzyła prosto w jego oczy. – Kocham cię.
Przez dłuższą chwilę patrzyli sobie w oczy, gdy nagle Hermiona odsunęła się i wyszła z pokoju. Spędziła resztę dnia w bibliotece, próbując przemyśleć całą tą sprawę. Seth wydawał się mówić prawdę, ale to wszystko było zbyt podejrzane. Poza tym, on był śmierciożercą! Był jednym z ludzi, którzy uczynili z jej życia piekło.
Seth siedział samotnie w swoim gabinecie i nie wychodził stamtąd przez kilka godzin, które były dla niego torturą. Bił się ze swoimi myślami i uczuciami, nie wiedząc, co robić dalej. Kiedy na wielkim zegarze w holu wybiła północ, wstał i udał się do swojej sypialni, mając nadzieję spotkać tam Hermionę.
- Wierzę, że się zmieniłeś – usłyszał jej głos, gdy tylko zamknął za sobą drzwi. – Nie będę pytała o twoją przeszłość, jeżeli ty nie będziesz pytał o moją.
- Zgoda.
Kiedy leżeli w łóżku, objęci i bliscy zaśnięcia, Seth mruknął ochrypłym głosem.
- Jesteś zarazem najlepszą i najgorszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła.
- Słucham?

- Nic, śpij już.

_______________________
Wiem, że nie pisałam nic przez bardzo długi czas, ale teraz akcja powinna się rozwinąć, więc może będzie mi szło szybciej :P Nie będę się tłumaczyła, dlaczego tak długo nic nie pisałam, bo to nie ma znaczenia. Postaram się dodać następny rozdział do połowy stycznia, ale niestety, niczego nie mogę obiecać. Mam nadzieję, że ktokolwiek skomentuje ten rozdział, bo pod poprzednim nie było zbyt wielkiego odzewu, a powoli nie widzę sensu pisania tylko dla siebie. 
Udanego Sylwestra i do usłyszenia za dwa tygodnie! <3